Poławiacze krabów – Takiji Kobayashi

poławiacze krabów - takiji kobayashi Trzymam na kolanach lekturę niecodzienną i zastanawiam się w jaki sposób powinnam uporządkować moje myśli względem niej. Najłatwiej byłoby zacząć jak zwykle od pobieżnego przedstawienia sylwetki pisarza. Przed tym krokiem powstrzymuje mnie jednak obawa, że gdy już powiem, iż Kobayashi należy do nurtu proletariackiego, to książka od razu dostanie jakąś łatkę i trudno będzie mówić o niej w oderwaniu od misji szerzenia konkretnej ideologii. Z drugiej jednak strony, dla kogoś kto kiedykolwiek zetknął się z podręcznikiem do historii, żadne moje przyklejanie łatek nie będzie potrzebne, gdyż motywy pisarza stają się oczywiste już po przeczytaniu pierwszych rozdziałów. Może więc warto jednak powiedzieć w tym miejscu słów kilka o samym pisarzu.
Kobayashii Takiji urodził się w 1903 roku w rodzinie chłopskiej. Jego rodzina utraciła całą ziemię jaką posiadała, ale zaradny wuj założył piekarnię i sprowadził do siebie krewnych. Młody Takiji uczęszczał do Szkoły Handlowej w Otaru i tam był świadkiem strajków, które wybuchały po podwyżce cen w 1918 roku. Próbował dostać się do Wyższej Szkoły Handlowej w Tokio i choć plan jego się nie powiódł, dzięki wizytom w stolicy nawiązał kontakty z pisarzami proletariackimi, a w 1927 wstąpił do Federacji Artystów Robotniczych i Chłopskich. Następnego roku po opublikowaniu pierwszej powieści, która została zresztą szybko objęta zakazem rozpowszechniania, został poddany inwigilacji. Sześć lat później, mając zaledwie 30 lat, zmarł w szpitalu, do którego został zabrany po ciężkim pobiciu w czasie kolejnego aresztowania i przesłuchań.
„Poławiacze krabów” powstali w 1929 roku na podstawie zebranych materiałów o nieludzkim traktowaniu robotników pracujących na statkach-przetwórniach ryb. Książka przedstawia przerażający obraz okrucieństwa z jakim obchodzono się z całą masą ludzi. Nieograniczona, jakby się wydawało, władza jednego człowieka – dozorcy Asakawy, przedstawiciela spółki, wydaje się czytelnikowi rzeczywiście nieuzasadniona. I gdyby nie współczesna perspektywa jaką mamy i wiedza na temat tego czym jest rewolucja, to pewnie niejeden czytelnik pomyślałby: „No tak nie może być! Ci ludzie tak cierpią – wyzyskiwani, traktowani gorzej niż psy, podczas, gdy dozorca bawi się do upadłego!”.
Jednak teraz należałoby może oderwać się na chwilę od aspektów ideologicznych i od samego okrucieństwa ukazanego w tekście, a skupić się na… na tekście właśnie. Otóż powieść napisana jest w sposób, który dla mnie (o czym pisałam przy okazji „Zatonięcia Japonii”) nie pozwala w pełni wczuć się w sytuację – brak głównych bohaterów. Kobayashi stworzył zbiorowego bohatera jakim są robotnicy. Niektórych tylko nieznacznie wyróżnił nadając im jakieś „przydomki”. Cudzysłów nie był tu jednak przypadkowy, gdyż trudno nawet nazwać przydomkiem określenie „student” lub „rybak z Shibaury”. Poza tym fabułę stanowią opisy różnych scen, które tak naprawdę trudno odbierać w jakimś konkretnym ciągu czasowym. Są to raczej kolejne epizody z życia załogi ukazujące akty przemocy na pracownikach statku. Wszystko to sprawia, że czytelnik nie czuje się mocno wciągnięty w przedstawianą historię, a ogląda ją jakby z boku. Nie zachwyca więc talent artysty, wyszukany pomysł i kunszt pracy twórczej. Trzeba jednak przyznać, że pisarz dobrze się spisał, zbierając materiały na temat pracy na statku, ale tym bardziej, według mnie szkoda, że nie udało się z tego zrobić dzieła, które porusza ludzkie serca.
Chciałabym napisać coś więcej na temat przedstawionej tam historii, może posnuć jakieś przemyślenia, odnieść wartości przedstawione w książce do życia każdego człowieka, a jednak… trudno mi to zrobić. Tę książkę można chyba jedynie streścić…
Na koniec jak zawsze zatrzymam się chwilę nad tym czy warto w ogóle poświęcać więc czas na taką lekturę. Powiedziałabym, że ja potraktowałabym ją raczej jako ciekawostkę historyczną niż dzieło literatury pięknej. Warto było dowiedzieć się, że w latach dwudziestych XX wieku w Japonii pływały takie właśnie statki-fabryki, na których wykorzystywano ubogich ludzi do pracy ponad siły, a wszystko w imię wzniosłego hasła „Wszystko dla dobra imperium”. Tyle z tej książki wyniosłam. Tylko, albo aż.

2 myśli nt. „Poławiacze krabów – Takiji Kobayashi

  1. No, wrażenie faktycznie mamy b. zbliżone. Nie jest to literatura najwyższych lotów, raczej literacki potworek, ale jako materiał historyczny czy źródło informacji na temat socjalizmu w Japonii na początku XX wieku, książka sprawdza się całkiem, całkiem.

    A co do braku wyrazistych bohaterów, to ja potraktowałbym to jako zabieg celowy, bowiem w ten sposób Kobayashi ukazuje robotników z punktu widzenia typowego burżuja, w oczach którego są oni tylko tanią siłą roboczą, anonimową masą, którą można bezkarnie wykorzystywać, itd.

  2. Masz rację – jeśli potraktujemy brak głównego bohatera, w sposób o którym mówisz to rzeczywiście staje się to ciekawym zabiegiem artystycznym. Tym bardziej przeraża fakt, że na mnie zadziałał! Jak już pisałam, gdy nie ma postaci, z którą w mniejszym lub większym stopniu mogę się utożsamić, albo nawet nie utożsamić – przywiązać, to mniej przeżywam losy ludzi opisane w utworze. Czyżbym więc miała predyspozycje do bycia bezwzględną…?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>